wiatr strąca mimochodem
kartki z kalendarza
wiruje
pomiędzy konarami drzew
które widziały niejedną historię
Jesiennie
Niebo perłowo szare
wyczekuje słońca
w dolinie
białe skrzydła aniołów
Bo gdy jesteś
W splecionych dłoniach
trzepoczące serce
w konstelacji gwiazd
Sen
policzone kołki w płocie
kędzierzawe obłoki
sekundy goniące sekundy
godziny bezszelestnie spadające
Zabłąkany promień
Dom
nabrzmiała cztery ściany
otwarte okna i drzwi
przesiewają
przeszłość spuchniętej ciszy
Rozchwiany duet
idą
z dłonią obok dłoni
Walizka
kupiłam walizkę
niedużą
taką szarą na kółkach
wrzucę do niej wszystko co moje
przed następną podróżą
Spóźnione powroty
okulary zaparowały od przyspieszonego oddechu
gdy po długiej podróży
każda płacząca wierzba
Pustka
Nadeszła by trwać
Pustka
W niej tylko ja
Pustka
Lecz światło tam me
Napełnia pustkę
Smętny blues
na rozłożystych wskazówkach
samotny pająk
nić tka
wplatając w sieć okruchy dnia
i niedopity toast