na odległość oddechu
blues serca
kolejny świt kładzie się cieniem
Halina Rakowska
Słowa
w ferworze codziennej gonitwy
na oślep rzucane słowa
rozpięte na suchych gałęziach
ujadają
jak psy na łańcuchu
Wschód słońca
przedświt
unosi kurtynę nocy
jasna zorza świtu
przedziera się przez konary drzew
Niedosyt
szuflady jeszcze niedomknięte
historia
uwiera pod powieką
i jak Syzyf w uporze na nadzieje
W płomieniu świec
jeden krok serca
nie nóg
i jak ćma
* * *
twoim szeptem
pozszywałam podartą ciszę
Jesień III
Jesienna mgła
przedwczesny zmrok
międzyczasie
taniec złoto-barwnych liści
doczesność
po jesiennych drogach rozsypana
Wczorajszy żal
komu potrzebny wczorajszy żal
co gasi uśmiech na twarzy
komu
potok słonych kropli
co stare rany rzeźbi na nowo
Szminka róż
to miała być podróż
po wszystkich kolorach tęczy
obłokami po niebie
krętymi ścieżkami na górę Bogów
Dzień
nadszedł cichutko
na palcach
przywołany hosanną
świergotem