W złocistych barwach sady
po lesie wrzosy się ścielą
na srebrnych nitkach babiego lata
płynie nostalgiczna jesień
Witraże
* * *
wyrzucę w kąt argumenty
odziane
w nastroszone piórka
To ja
posłuchaj…
posłuchaj
to moje myśli
czekają w szeregu cierpliwie
usłysz je
przywołaj
Sen
policzone kołki w płocie
kędzierzawe obłoki
sekundy goniące sekundy
godziny bezszelestnie spadające
Zabłąkany promień
Dom
nabrzmiała cztery ściany
otwarte okna i drzwi
przesiewają
przeszłość spuchniętej ciszy
Póki jeszcze
zamykam w dłoniach
przydługie cienie
nawijam
lewo i prawoskrętne zwoje
na kłębek pamięci
Światło w oknie
nie zabiorę wam buntu
z przepastnych kieszeni
Oddalenie
Oddalam się od pagórków zielonych
słomianych dachów
światła naftowej lampy
Wiersz
Próbuje zapisać słowa po słowie
obraz z dna oka nazwać imieniem
a ty uciekasz
w odmęty pamięci
i płoniesz kuszącym ogniem