policzone kołki w płocie
kędzierzawe obłoki
sekundy goniące sekundy
godziny bezszelestnie spadające
myśli z nad Nilu
z krokodylim zębem czasu
iskrzące płatki śniegu zimowej Alaski
zielone listki rodzimej wierzby
płaczącej nad bezsennością
a ciebie nie ma
choć kukułka uparcie woła
nie spływasz bezwiednie
na gęsty las rzęs