Niebo perłowo szare
wyczekuje słońca
w dolinie
białe skrzydła aniołów
a wiatr wyrwany ze snu
zamotał
zaszeleścił ostatnim listkiem
wśród konarów drzew
rozwiesił potarganą pajęczynę
na srebrnych pasemkach włosów
i zastygł w liniach czoła
w których przemycam siebie
cichutko
powolutku
w zamgleniu
zasypiam jesiennie
w zagłębieniu ramienia