posiwiali od daremnych oczekiwań
ubrani w codzienność
trwają
łatając w pośpiechu dziurawe kieszenie
i sprzeczne wektory
silniejsi
o moment z targowiska próżności
o chwile z ogrodu łez
o bliskość
która wciąż pod sercem drzemie
szukają
wśród betonowych ścian
przestrzeni przystającej do siebie
może wypatrzą ich oczy aniołów
zanim zatrzasną drzwi