Skłębione chmury zasłoniły niebo
wiatr
w okna gałązkami pukał
idzie burza – powiedział ozięble jak wczoraj
– zamknij okno
Zanim
posiwiali od daremnych oczekiwań
ubrani w codzienność
trwają
łatając w pośpiechu dziurawe kieszenie
i sprzeczne wektory
Grudniowy recital
w zimowej szacie
radosny wieczór się snuje
otulając granatem ośnieżone drzewa
Betlejemska noc
ubrani w różnobarwne style
odciskamy ślady
w nieodwracalnej kolejności
na serpentynie jutra
Połowa jabłka
W złocistych barwach sady
po lesie wrzosy się ścielą
na srebrnych nitkach babiego lata
płynie nostalgiczna jesień
* * *
wyrzucę w kąt argumenty
odziane
w nastroszone piórka
Róża
dałeś jej czerwoną róże
delikatną
jak pocałunek
Piąta Symfonia Beethovena – Symfonia Losu
Maestro batutą dał znak
i muzycy
tańczą smyczkami po strunach
wibrując
wychwytują tony
czterech dramatycznych nut
w powtarzalnym schemacie
To ja
posłuchaj…
posłuchaj
to moje myśli
czekają w szeregu cierpliwie
usłysz je
przywołaj
Kontinuum
chciałabyś zamknąć
w przestrzeni liczb
kontinuum zdarzeń
ciąg
nieuporządkowanych elementów zbioru